Menu

Dżentelmeński sztylet w laseczce, czyli blog (prawie)codzienny Doktora Witkowitza

Azaliż, powiadam wam panie i panowie, żyjąc w szarej codzienności nie dostrzegacie arystokratycznej wspaniałości życia mego, co postanowiłem w swej szlachetnej wspaniałomyślności zmienić i swe codzienne przeżycia spisać.

O Kręgu Wieczności słów kilka

draculvictorius

Dzień dobry, bądź też wieczór, albo nawet i południe, Państwu!

Na wstępie przeprosić pragnę z brak wpisów od dni kilku, jednakże było to bezpośrednio związane z tym o czym traktować będzie ten oto właśnie wpis.

O Kręgu Wieczności wspominał już w ramach opisania Wrocławskich rzecznych monstrów, jako że konflikt między Kręgiem a istotami tymi właśnie. Jednakże czym jest ów Krąg Wieczności? Cóż, historia jego powstania wykracza poza Wrocławskie granice miejskie a swe korzenie ma w ziemiach bardzo odległych, bowiem bazują oni na dawnej grupie Mezopotamskich czarnoksiężników, zaś właściwy Krąg Wieczności pojawił się już w starożytnym Rzymie, gdzie zaistniał jako Circulus Aeternum, grupa ta pierwotnie miała za zadanie odkryć źródło nieśmiertelności i zapewnić wieczność władcom Rzymu, a tym samym i samemu państwu. Jednakże wraz ze zgłębianiem wiedzy Mezopotamskich czarnoksiężników Circulus Aeternum dokonało odkryć znacznie przekraczających ich najśmielsze wyobrażenia. Porzucili oni tak Rzym jak i jego władców w dzień kiedy duża część miasta spłonęła. Gdzie ścieżki ich wiodły po opuszczeniu Rzymu, nie było mi dane się dowiedzieć, jednakże słyszałem różne pogłoski jakoby znaleźli się tak w świętym Cesarstwie Rzymskim narodu Niemieckiego, jak i we Francji, Hiszpanii a także krainach orientu. Do Wrocławia przybyli około 1940 roku i już tutaj pozostali.

Tak więc skoro znacie państwo ich historię pokrótce, powiem nieco więcej o tym kim właściwie są. Twarzy ich nigdy nie dane było mi poznać, bowiem wszyscy noszą na twarzach maski wyrazu wszelkiego pozbawione, w kolorze czarnym i światła nieodbijające, głosy zaś mają monotonne i wydźwięku pozbawione. Siedziba ich mieści się w centrum Wrocławia, jednakże z przyczyn dość oczywistych dokładnego jej położenia zdradzić nie mogę, bowiem wtedy trudności by mnie z ich strony najpewniej spotkały, a i oni sami opuściliby naprędce swe lokum. Działalności swej oddani są do reszty, z rzadka opuszczając swe siedliszcze gdzie dniami i nocami studiują swoje grymuary i plugawe obrządki odprawiają, w pół kłaniając się istocie zwanej przez nich uzruọta z braku możności jej imienia wymówienia. Najprawdopodobniej pana swego, bowiem inaczej relacji ich z ów stworzeniem nazwać nie mogę, poznali studiując Mezopotamskie zapiski i to dla niego porzucili Rzym i jego władców, zaś oddani są mu bez granic i wszelkie zachcianki jego spełniają.

żywię do zgromadzenia tego niechęć ogromną, temu też za wizytami w ich przybytku nie przepadam i w miarę swych możliwości ograniczam, jednakże okazało się iż sprawa z rzecznymi monstrami miała głębsze dno niźli z początku myślałem, co zmusiło mnie do odwiedzenia Kręgu Wieczności i przez kilka dni z nimi dyskusji prowadzenia. Sprawa ta dość nieprzyjemna wiązała się nie ze zwykłym konfliktem, jakie niekiedy między stworzeniami za kurtyną codzienności się kryjących występują, a realnym naruszeniem zasad jakie między istotami niezwykłymi we Wrocławiu panują. Okazało się bowiem iż Krąg Wieczności porwał i brutalnie zamordował przedstawicieli kilku rzecznej rasy Ukwethuka, co niezmiernie rozsierdziło wodza który informacji mi odpowiednich nie udzielił i który pomstę chciał wywrzeć środkami własnymi. W ostatniej chwili wkroczyłem, gdy doniesiono mi o sytuacji jaka się szykuje, a następnie rozmowę długą odbyłem i na pradawne prawa się powołując część siedliszcza Kręgu zgłębiłem. To co ujrzałem niejednego najpewniej zdjęłoby zgrozą zaś obrzydliwości rytuałów jakie pomioty te odprawiają opisać się w języku ludzkim nie da, a wręcz nie powinno. Jednakże racje swoje przedstawili i, po dłuższym zglebieniu sprawy przyznać musiałem im poniekąd słuszność w czynach, przez co sprawa skomplikowała się niezmiernie. Przedstawiłem sytuację rzecznym monstrom, zaś przywódcy ich ukazałem część lokum Kręgu, zaś o zgrozie tego miejsca zaświadczyć może fakt iż stwor ten brutalny i ze zła zrodzony sam w sidła przerażenia został złapany. Sprawa ta zakończyła się gwałtownie, bowiem przywódca stwierdził iż noka żadnego Ukwethuka w miejscu tak plugawym nigdy więcej stanąć nie może, zapowiedział jednak iż jeśli jeszcze kiedykolwiek Krąg ponownie uczyni to, co uczynił, nie będzie na konsekwencje baczył i kamienia na kamieniu w tym miejscu nie zostawi...

Tak więc o załagodzeniu sytuacji rzec nie mogę, jednakże faktem jest iż uspokoiło się wszystko, a przynajmniej na razie. Nie pozostaje mi więc nic innego jak pożegnać się z Państwem...

Au revoir

Doktor Witkowitz

© Dżentelmeński sztylet w laseczce, czyli blog (prawie)codzienny Doktora Witkowitza
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci