Menu

Dżentelmeński sztylet w laseczce, czyli blog (prawie)codzienny Doktora Witkowitza

Azaliż, powiadam wam panie i panowie, żyjąc w szarej codzienności nie dostrzegacie arystokratycznej wspaniałości życia mego, co postanowiłem w swej szlachetnej wspaniałomyślności zmienić i swe codzienne przeżycia spisać.

Skarbiec Mar'kerath

draculvictorius

W miejskich trzewiach skrywa się wiele miejsc, moi drodzy Państwo. Natura tychże miejsc jest przeróżna, niektóre z resztą już tutaj opisałem. Niektóre są naturalnym zjawiskiem, inne czyjąś inicjatywą, jednak niewiele jest miejsc takich jak Skarbiec Mar'kerath.

Choć zazwyczaj jestem w stanie opowiedzieć historię miejsc i istot wszelakich, które tutaj opisuje, to w tym przypadku niestety historia ginie w mrokach dziejów, sięgając daleko poza nasza zdolność postrzegania czasu. Być może miejsce to ma lat tysiąc, być może lata istnienia liczy się w setkach, a może i miliardach. Niestety, nie wiem tego.

Jednak czym jest Skarbiec i co, poza jakże niecodzienna nazwą, sprawia iż jest przeze mnie opisywany? Cóż...wiele jest powodów, od tego co w nim jest skryte poczynając, a na samej naturze skarbca kończąc. Tak położenie skarbca, jak i wejścia do niego, nie jest znane, bowiem zawsze zmienia miejsce a poznać można go po nad wyraz interesującej plątaninie znaków która próżno byłoby tutaj ukazywać, z racji tego iż z pozoru zdawać by się mogły zwykłymi bazgrołami dziecięcymi. Jednak nawet gdy już się znajdzie wejście będzie to dopiero początek, droga bowiem jest zazwyczaj długa, zaś za każdym razem rożni się ona od wcześniejszych wariacji. Wtedy też, podczas wędrówki, wszelkie prawa natury i fizyki zostaną zakwestionowane, zaś charakter i ciało poddane próbom na które przygotować nikt się nie zdoła. Dla wielu wędrówka korytarzami prowadzącymi do skarbca kończy się tragicznie, całe to miejsce bowiem jest niczym żywy organizm traktujący wszystkich doń wchodzących jako intruzów. Jednak wciąż jest to dopiero początek, bowiem następnie przejść trzeba przez cztery bramy strzeżone przez bestie z dawnych centrów wszechrzeczy, miejsc które pochłonęła plaga na samym początku. Bestie te wydaja się być gorsze od wszelkich innych istot, od szalonych bogów ucztujących we krwi, od mrocznych mędrców z głębokich snów. O ich obrzydliwości wyczuwalnej jeszcze przed ich dostrzeżeniem jedynie napomknę, bowiem dreszcz mnie przechodzi na samą myśl o tych stworach. Stworzenia te dostrzegają wszystko co wchodzącego określa, oceniają według własnych i nieznanych kryteriów a następnie decydują o twym losie, a trzeba wiedzieć iż niegodnym wejścia do skarbca szykują los od śmierci gorszy. Zgrozą napawają odgłosy które to wydają, bowiem mową nazywać się tego nie godzi. Jednak dopiero za ostatnią bramą czai się zgroza niepojęta. Słudzy Wijącego Się Między Światami, tego który pochłania dzieli i tworzy, niszczy i kreuje. Bezimienni słudzy bezimiennej istoty określanej działalnością, przerażającej równie mocno co Plaga trawiąca Wszechrzecz, istota tak różna od wszystkich tych próżnych bogów i mrocznych stworów. Słudzy Wijącego się, którzy nie maja na siebie określenia, obserwują tego który wchodzi, zaś nikt nie wie na jakiej podstawie o jego losie decydują. Ich mgliste sylwetki, których kształt jest nie do określenia, towarzysza każdemu kto dotrze do tego miejsca i towarzysza jeszcze po wyjściu ze Skarbca...

Jednakże nareszcie stanąć można przed właściwymi wrotami, na których wyryto słowa w dawno zapomnianym języku istot o których nikt już nie pamięta, zaś za nimi znajduje się Skarbiec. Kształty jego, wymiary oraz rozkład pomieszczeń różni się zawsze, zaś zawartość jego zdaje się mieszaniną wszystkiego co dało się znaleźć i w jego trzewiach znaleźć. Miejsce w skarbcu ma wszystko to co było, jest i będzie. Wiedza i złoto, cielesne zyski oraz te natury psychicznej i mistycznej. Miejsce to dla wielu mogłoby się jawić jako raj...jednakże skarbiec pożera każdego kto dłużej niż dzień w nim zabawi, a trzeba widzieć iż czas płynie tam inaczej niż tutaj. Skarbiec pożera powoli, kawałek po kawałku, zaś nic z niego wynieść nie można. Skarbiec jest rajem, oraz miejscem zatracenia...

Jednak jeśli uda się miejsce to opuścić i wyjść na powierzchnię, co właściwie sprawa już jest dosyć łatwą, cóż...pozostanie po Skarbcu jedynie wspomnienie...

Au revoir

Doktor Witkowitz

© Dżentelmeński sztylet w laseczce, czyli blog (prawie)codzienny Doktora Witkowitza
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci